To już chyba przyjaciel — moje rozmowy z AI
Kiedyś Google, dziś coraz częściej chat. Zaczynam od prostego pytania, a po chwili przegaduję z nim coś, czego sam jeszcze nie umiałem dobrze nazwać.
- Cel
- Opowiedzieć, jak rozmowa z AI pomaga mi rozwijać ciekawość i doprecyzowywać myśli, oraz dlaczego jej forma może budzić poczucie bliskości.
- Narzędzia
ChatGPT · rozmowy tekstowe i głosowe
- Proces
- Codzienne pytanie → kolejne dopytania → doprecyzowanie potrzeby → sprawdzenie założeń i źródeł.
- Efekt
- Osobista refleksja o zmianie sposobu szukania informacji i prosty prompt do przegadania tematu.

O falach radiowych. O Patagonii. O kurtkach, łóżku, kodach QR i współpracy agentów AI. Kiedy patrzę na swoje rozmowy z chatem, widzę obok siebie zwykłe sprawy do załatwienia i pytania, które zaprowadziły mnie znacznie dalej, niż zamierzałem.
Oczywiście tytuł jest prowokacyjny. „Przyjaciel” to tutaj metafora tego, jak można odbierać taką rozmowę. Chat zwykle odpowiada grzecznie, cierpliwie i stonowanie. Można dopytywać, zmieniać zdanie i wracać do tego samego tematu. Jestem przekonany, że wielu ludzi zacznie traktować go jak przyjaciela: opowiadać mu o sobie i pytać o rzeczy, o które nie zapytaliby żadnego innego człowieka.
U mnie ta zmiana zaczyna się od czegoś bardzo zwyczajnego. Coraz częściej zamiast wpisywać hasło w wyszukiwarkę, rozpoczynam rozmowę. Mogę poprawić własne pytanie, dopowiedzieć brakujący szczegół albo pójść za czymś, co zaciekawiło mnie w odpowiedzi. Często robię to głosowo, zwłaszcza w samochodzie. Mówię tak, jak myślę: czasem nieprecyzyjnie, czasem urywając zdanie, czasem zmieniając kierunek.
Jedna odpowiedź prowadzi do następnego pytania
Rozmawiamy o falach radiowych. Pojawia się łączność satelitarna, więc dopytuję, czy działa na tej samej zasadzie. I w pewnym momencie mówię:
„Nie no, to jest fascynujące, jak człowiek wpadł na to, nie?”
Chwilę później zastanawiam się już, jakie jeszcze zjawiska istnieją wokół nas, choć ich nie dostrzegamy. W czym właściwie jesteśmy zanurzeni? Szukam słów, poprawiam „energię magnetyczną” na „elektromagnetyczną”. Dopiero próbuję nazwać to, co mnie zaciekawiło.
Zaczęło się od technologii, z której korzystamy na co dzień. Doszło do pytania o granice naszego poznania. Ile ze świata naprawdę rozumiem? Ile rzeczy uznaję za oczywiste, chociaż nie umiałbym wyjaśnić, jak działają?
W takiej rozmowie odpowiedź daje mi następny punkt zaczepienia. Nie muszę wiedzieć na początku, dokąd mnie to zaprowadzi.
Czasem dopiero rozmowa pokazuje, czego szukam
Przy wyborze łóżka i futonu dopowiadam, że przydałoby się miejsce do przechowywania, może szuflada. Pytam o sklepy. Potem zastanawiam się, czy wystarczy mniejsza szerokość. Z kilku kolejnych uwag powstaje dokładniejszy opis tego, czego potrzebuję.
Z kurtkami jest podobnie. Najpierw interesują mnie konkretne modele, potem polscy producenci, tańsze opcje i dostawa. W końcu zmieniam podejście: może lepiej znaleźć kilka odpowiednich sklepów, zamiast ciągle szukać jednego produktu?
W tych rozmowach zmieniam zarówno kryteria, jak i sposób szukania. Mogę odnieść się do propozycji i powiedzieć: to jeszcze nie to, spróbujmy inaczej. Dzięki temu lepiej nazywam własne oczekiwania.
Tak samo bywa w pracy. Gdy pytam o współpracę wielu agentów AI, zaczynam szeroko: czego trzeba się nauczyć, jak robią to inni, czy istnieją gotowe rozwiązania? Potem doprecyzowuję, że podstawy koordynacji już chyba rozumiem. Interesuje mnie, jak kilka agentów może pracować równolegle.
To dopowiedzenie zmienia kierunek rozmowy. Bez niego mógłbym dostać poprawną odpowiedź na pytanie, które przestało być moim pytaniem.
Pomysł można najpierw wypowiedzieć
Zanim powstanie projekt, można go przegadać. W jednej z rozmów zastanawiałem się, czy przed budowaniem produktu nie warto sprawdzić, jak zespoły wykorzystują AI przy tworzeniu oprogramowania. Układałem tę myśl w trakcie mówienia.
Właśnie do tego przydaje mi się głos. Nie muszę najpierw napisać eleganckiego polecenia. Mogę wypowiedzieć roboczą myśl, dopowiedzieć warunek i poprawić kierunek. Dopiero potem decyduję, czy chcę rozwijać temat.
Dlatego w takiej rozmowie wolę jedną myśl, przykład albo trafne pytanie. Długi wykład potrafi wyprzedzić moment, w którym sam jeszcze ustalam, o co mi chodziło.
Możesz zacząć od takiej instrukcji:
Chcę przegadać temat [temat], a nie od razu dostać pełny raport. Odpowiadaj krótko, jedną myślą naraz, i zostaw mi miejsce na dopytanie. Jeśli mówię niejasno, sprawdź, czy dobrze rozumiesz moje pytanie. Nie zakładaj, że moje założenie jest prawdziwe tylko dlatego, że zawarłem je w pytaniu. Gdy poproszę o podsumowanie, oddziel: - co ustaliliśmy; - co jest hipotezą lub pomysłem; - co trzeba sprawdzić w źródłach; - do czego warto wrócić później.
Dlaczego łatwo potraktować chat jak przyjaciela
Myślę, że duże znaczenie ma poczucie, że można zadać nawet niezręczne pytanie. Nie trzeba od razu brzmieć mądrze ani mieć uporządkowanej myśli. Spokojna odpowiedź może zmniejszać obawę przed oceną i zachęcać do kolejnego pytania.
Stąd moje przekonanie, że dla wielu osób te rozmowy wyjdą daleko poza wybór kurtki czy wyjaśnienie działania satelity. Będą dotyczyć wątpliwości, wstydu, relacji i spraw, które trudno wypowiedzieć przy drugim człowieku. Ktoś może właśnie tutaj po raz pierwszy ubrać je w słowa.
Rozumiem więc, dlaczego słowo „przyjaciel” będzie wracało. Jednocześnie sam uprzejmy ton nie świadczy o wzajemnej przyjaźni. To, że dobrze mi się z narzędziem rozmawia, mówi przede wszystkim coś o moim doświadczeniu tej rozmowy.
Warto przy tym wiedzieć, czego w danej chwili szukam: informacji, kontrargumentu, pomocy w nazwaniu myśli czy po prostu możliwości podążenia za ciekawością. Od tego zależy, jakiej odpowiedzi potrzebuję.
Uprzejma odpowiedź nadal może być błędna
W rozmowie o Patagonii pytam, dlaczego ludzie się tam nie budują. Już w tym pytaniu zawarłem założenie. Zanim dostałbym długie wyjaśnienie, warto byłoby sprawdzić, czy jest trafne i co właściwie mam na myśli.
Płynna odpowiedź może brzmieć jak potwierdzenie, że dobrze postawiłem pytanie. Tymczasem bardziej przydałoby się zatrzymanie i doprecyzowanie punktu wyjścia. Dlatego chcę, żeby chat potrafił podważyć moje założenie, nawet jeśli mniej przyjemnie się tego słucha.
„Kiedyś Google, dziś chat” opisuje u mnie zmianę sposobu szukania informacji. Źródła nadal są potrzebne. Gdy od odpowiedzi zależy decyzja, potrzebuję sprawdzalnych podstaw: dokumentacji, danych czy aktualnej oferty. Dobra atmosfera rozmowy nie zastąpi tego sprawdzenia.
Najbardziej cenię jednak to, że mogę zacząć z niegotowym pytaniem. Wypowiedzieć je, poprawić i w połowie zauważyć, że interesuje mnie coś innego. Czasem właśnie to jest najlepszym wynikiem: dowiedzieć się, co właściwie chcę wiedzieć.
